***
Wtorek, muszę wstać, zebrać siły. Idę na śniadanie. Owsianka, ohyda. Wypijam kawę i lecę na autobus. Przy znaku czekam 15 minut. W końcu, widzę autobus. Wsiadam, a tam Justin... Jak zwykle zajął dla mnie miejsce. Cieszę się, że o mnie pamięta. Siadam obok nie, cmokam go w policzek i mówię:
- Hej Justin...
-Cześć Rose, dlaczego jesteś smutna?-zapytał.
Chyba widział, że jestem przygnębiona... Zawsze zastanawiałam się dlaczego ON, wielki piosenkarz interesuje się zwykłą dziewczyną. Wszystkie dziewczyny się za nim oglądały, ale zawsze znajdował dla mnie czas. Chodziłam do szkoły prywatnej, bo moi rodzice za nią płacili, ale ja tak naprawdę nie miałam żadnego talentu. Po chwili, dotknął mojej dłoni i troskliwie zapytał:
- Rose, powiedz, co ci leży na sercu? Ostatnio strasznie źle wyglądasz, jesteś blada i w ogóle...
Po krótkim namyśle odpowiedziałam mu:
-Justin... ostatnio nie mam dobrego okresu. Wydaje mi się, że cały czas walą się na mnie jakieś nieszczęścia, a poza tym mam cały czas koszmary.
- Przykro mi... Ale Rose, masz mnie, a to chyba najważniejsze!
W pewnym momencie poczułam, że wypadamy z drogi, wszyscy w autobusie krzyczeli, złapałam Justina za rękę i powiedziałam mu:
- Jeśli umrę, to wiedz, że Cię kocham.
To koniec, już nic nie pamiętam.
W pewnym momencie poczułam, że wypadamy z drogi, wszyscy w autobusie krzyczeli, złapałam Justina za rękę i powiedziałam mu:
- Jeśli umrę, to wiedz, że Cię kocham.
To koniec, już nic nie pamiętam.